Kwietniowe zawroty głowy

Moja wizyta w szpitalu przebiegła sprawnie. Mam wyznaczoną datę badań oraz datę operacji.

Wizyta w szpitalu Marcina nie była tak pomyślna. Przed nim jeszcze jedne badania, a później chemia. Kilka miesięcy temu wszystko było w porządku, ale niestety – jak raz coś człowieka dopadnie, łatwo nie puści.

Naprawdę nie wiem, co napisać… Trwam w zawieszeniu. Siedzę w bujanym fotelu pod klonem i czytam książki. Mąż nadal trenuje MMA i idzie mu coraz lepiej.

Na zewnątrz zrobiło się zielono i słonecznie, kocham ten stan, dla mnie mógłby trwać wiecznie.

 

Reklamy

Suplement wpisu (nie) może być stosowany jako jego substytut

Pokazałam naklejkę koledze. Stwierdził, że teraz ludzie będą mi walić głowami w blachę. W sumie czemu nie? Fajna była też z napisem: This car is a portkey, ale kto to zrozumie? Może polska wersja – Ten samochód to świstoklik – byłaby lepsza. Lepsze auto macane niż rozbite?

Wydałam okropnie dużo pieniędzy. Głównie na książki, ale nie tylko. Czasami mam takie zrywy – długo nie kupuję nic i nic, a potem jakoś wszystko hurtowo: od staników poprzez książki aż po idiotyczne naklejki na samochód. Ale jak tu nie zamówić czegokolwiek, gdy strona IBL PAN otwiera się praktycznie sama?

No dobra, ale żeby tak od razu 107 zeta za trzy tytuły? Z jednej pozycji zrezygnowałam, ale niewiele to zmieniło, cena (z przesyłką) została ta sama.

Dziś niedziela, dzień lenia, ale na szczęście jutro poniedziałek, czyli dzień pałek hłehłehłe.

anorexis, kiedy zrobiłaś się tak potocznie wulgarna?

Trzy razy A

A dziś jest już fajnie. Świeci słońce, ptaki śpiewają, jednym słowem klawo. Wczoraj też było spoko, wskrzeszony tymczasowo Jacques Derrida wziął udział w imprezie (nie)zamkniętej, której główną atrakcją byli: 39-letni marzec oraz 27-letnia anorexis. A po intelektualnej orgii przyszedł czas na kolejne rewelacje związane z metatezami, metajązykami i metaforami. Ale po co ja o tym piszę?

A teraz leżę sobie na łóżku i przeglądam bardzo niedobre strony dla dorosłych, czyli asortyment AliExpress. Długo stawiałam opór, lecz poległam. Zamówiłam parę bzdur, a wśród nich naklejkę na samochód:

Klasyczny-Film-Harry-Potter-Platforma-9-i-3-4-winylowe-Naklejki-cienne-dla-Dzieci-Pok-j

A tymczasem należałoby zebrać się w sobie i rozpalić w piecu. Dobry humorze, nie opuszczaj mnie zbyt prędko, oko?

Być kobietą

Nie wiem, nie wiem, nie wiem skąd to się bierze. Jednego dnia tryskam dobrą energią, a następnego wszystko mnie wkurza, smuci i dobija. Planuję jechać do centrum handlowego, a gdy wchodzę do galerii – trafia mnie szlag i momentalnie robi mi się smutno. Dlaczego, dlaczego? To takie głupoty, takie bzdety, a zupełnie nie umiem nad nimi zapanować.

Przyziemne sprawy szarych ludzi

Wysprzątałam dziś cały dom i dawno nie miałam tak dobrego humoru podczas mycia płytek i wycierania listew przypodłogowych. A dobry humor wziął się stąd, że miała przyjechać do mnie młodsza kuzynka, z którą nie widziałam się już bardzo, bardzo długo, a z którą łączyły mnie niegdyś bardzo fajne stosunki. Ta kuzynka jest dużo młodsza, gdy ja byłam pannicą, ona szykowała się do komunii. Często zabierałam ją do siebie na ferie i weekendy, jeździłyśmy do McDonalda, w domu robiłyśmy głupkowate zdjęcia, oglądałyśmy filmy i bajki. Fajnie było! Niedawno udało nam się ze sobą porozmawiać i umówić wstępnie na dziś. To tylko kuzynka, ale dom sprzątałam z radością, chciałam, żeby było świeżo, a jej miło. Dom też potrzebował odświeżenia, nie powiem, że nie. Tydzień leżałam w łóżku z chorymi korzonkami (i z lekami na zwiotczenie mięśni), mąż ogarniał dużo, ale przecież wiadomo, że nie wszystko. Tak więc sprzątałam z uśmiechem na ustach, zrobiłam dobry obiad, wyjęłam słodycze i od godziny szesnastej do osiemnastej trzydzieści podbiegałam do okna za każdym razem, gdy usłyszałam przejeżdżający samochód. Mówiłam sobie – daj spokój, będzie pod furtką, to zadzwoni, ale i tak zrywałam się co i rusz. Koniec końców kuzynka nie przyjechała. Gdy zmywałam makijaż, było mi okropnie przykro.

Co czytam? Znów Derridę i spoko. Bardzo lubię translatorium, więc i przygotowuję się chętnie na te zajęcia.

Jakie mam plany na weekend? Jedyne słuszne, czyli koczowanie w Lesie Bielańskim przez trzy dni.

A tymczasem? Środa dzień loda!

 

Nowa pora roku, nowa energia

Ze wszystkich miesięcy najgorsze są dla mnie marzec i listopad. Zawsze źle się wtedy czuję, mam migreny, choruję, ogólnie jest do kitu. Tegoroczny marzec jest nieco inny, dopadły mnie inne przypadłości niezwiązane z taką czy siaką porą roku, dlatego uważam go – mimo wszystko – za stosunkowo udany. Chociaż lekko nie jest. Ale czas mija, bo nic innego nie potrafi, jak mawia punk pod krawatem, więc lada moment przyjdzie kwiecień, a wraz z kwietniem masa atrakcji. Główną będzie operacja – moja pierwsza w życiu! Emocje sięgać będą więc zenitu, a tak na poważnie – odliczam dni, bo nie mogę się już doczekać. Serio.

Czekam na lato,  w wolnych chwilach oglądam altany ogrodowe i szukam nowych mebli, które by ładnie się z taką altaną komponowały. Czekam na słońce, upał i na zielone drzewa. Niestraszne są mi obecne mrozy i śniegi, po słońcu widać, że już jest wiosna. I słychać to w śpiewie ptaków i widać po licznym dzikim ptactwu, okupującym brzegi rzek.

Jeszcze trochę nie wierzę w śmierć babci. Mam wyrzuty sumienia, że nie odwiedziłam jej przez całą zimę. A na pogrzebie… cóż, dawno nie było mi tak przykro. Pewnie dlatego od paru dni ni stąd ni zowąd stają mi przed oczami różne obrazy z dzieciństwa. Wiele z nich nie wiążę się ściśle z babcią, ale z upływającym czasem tak. Widzę siebie i Kamilę grające w króla skoczków, w klasy, w państwa i miasta, skaczące przez gumę i wiszące na trzepakach głowami w dół. Widzę, jak biegamy po murkach. Widzę to wszystko bardzo wyraźnie, niekiedy mam wrażenie, że przenoszę się w czasie. Czuję tamten zapach lata, opalonej dziecięcej skóry, pamiętam, w co byłam ubrana, czuję piasek, który nasypał się do butów, słyszę okrzyki i śmiechy. Te obrazy wpadają nagle, bez zapowiedzi. Ale nie uciekają równie szybko, zostają ze mną na długo, niekiedy na cały dzień. Są… nie wiem, czym są, czasami nie chciałabym pamiętać niczego z tamtego czasu. Za dużo w nim było szczęścia, beztroski. I przeminął zdecydowanie zbyt szybko. Po dniach, które miały trwać wiecznie, pozostały tylko wspomnienia.

Ale idzie nowe i tego się trzymajmy. Nowy czas, nowe wyzwania, nowe słoneczne dni.

To uczucie, gdy masz w domu milion pięćset sto dziewięćset książek S. Kinga, ale robisz podsumowanie i okazuje się, że do pełni szczęścia brakuje Ci jeszcze dziewięciu.

Zapisałam brakujące tytuły w telefonie, żeby nie popełniać tych samych błędów i nie kupować książek, które już mam. Co prawda dawno nie miało to miejsca, ale przezorny zawsze odbezpieczony – czy jakoś tak. Dodatkowo zrobiłam listę książek na stronie bonito.pl, żeby sukcesywnie zamawiać kolejne powieści. Gdybym chciała kupić je wszystkie razem, musiałabym zapłacić około trzech stów. Pięknie, po prostu pięknie.

Mamy marzec, jest ciepło, słońce świeci. Prawdopodobnie kurier przywiezie dziś Pudełko z guzikami Gwendy, a w poniedziałek jadę do Ikei kupić kolejny regał na książki. Aktualnie czytam Wszystko jest względne, kilka dni temu skończyłam Śpiące królewny. Z nowszych książek byłego alkoholika z Bangor w stanie Maine Królewny podobały mi się w y j ą t k o w o. Może to zasługa Owena, nie wiem, ale gra gitara i to się liczy.

A co poza tym? Fizycznie nadal do bani, ale za to psychika śmiga jak nigdy dotąd.